A co na to Tuckman i jego teoria?

Powieść biznesowa odcinek #4

18 marca
Jest mi trochę trudno. W zespole atmosfera lekko stęchła. Przekazałem zadania każdemu w cztery oczy, wydawało mi się, że rozumieją zmianę i że ją akceptują. Rozmowa była miła, i czułem się podbudowany.

A potem zadzwonił Leon i powiedział, że mam się przeprowadzić do jego biura. Więc się przeniosłem. Na razie jestem sam, bo on ciągle na zwolnieniu. Trochę mi dziwnie – zawsze siedziałem z kimś jeszcze w pokoju. Czasem idę do mojego zespołu. I właśnie wtedy jest nieprzyjemnie. Wchodzę, a rozmowy milkną. Staram się żartować, że na pewno mnie obgadywali, ale jakoś tak średnio wychodzi. Zdarza się, że gdy ja przychodzę do pokoju, to Rysiek z niego wychodzi. Właściwie tylko raz z nim rozmawiałem od czasu, gdy zostałem kierownikiem – kiedy przekazałem mu cześć zadań. Wtedy rozmowa była spokojna i merytoryczna. Bez zbytniej wylewności.

Wiem, że Rysiek nie robi nic przeciwko mnie, ale też nie pomaga… Mam nadzieję jednak, że wszystko się ułoży. Powinienem coś zrobić, ale nie mam pojęcia co.
Miśka wczoraj przyszła i poskarżyła się na Kaśkę, że od kiedy mnie nie ma w pokoju tamta rozmawia godzinami przez telefon z nowym narzeczonym. I robota leży.

Poprosiłem przy okazji Kaśkę, żeby mi opowiedziała o realizacji zadań. Pokazała mi wyniki działania, kolejne etapy i okazuje się iż wszystko jest realizowane w terminie.

Waldek napisał fatalnie raport. Fatalnie! Poprawiłem wszystkie błędy, stylistykę i odesłałem mu bez komentarza. Zabrało mi to godzinę, ale nie chciałem żeby poczuł się urażony, że zwracam mu uwagę, więc wolałem napisać samemu.

Przy planowaniu urlopów zrobiła się prawdziwa burza. Wszyscy chcieli urlop w tym samym terminie. Powiedziałem im, że jak sami się nie dogadają, to ja ustalę i dyskusja się skończy. Wtedy ja zostałem wrogiem numer jeden. Usłyszałem, że zawsze sam o wszystkim chcę decydować, że zupełnie z nimi się nie liczę. Przecież to nieprawda!!!! Zapytałem kiedy niby tak się nie liczę. Wypomnieli mi sprawę zapisywania się na szkolenia, nierówne przydzielenie zadań, że jak mam jakieś uwagi krytyczne, to nie powiem wprost. Wyszedłem wściekły z pokoju, wyjątkowo wdzięczny za to, że mam swoje miejsce, daleko od nich.

Żeby się uspokoić poszukałem w sieci jakichś materiałów dotyczących pracy z zespołem i proszę oto co znalazłem.
B. W. Tuckman określił, że każdy zespół przeżywa różne etapy rozwoju.

 

 

Każdy z etapów charakteryzuje się innymi elementami:

 

W moim zespole ludzie znali się wzajemnie, więc pewnie dlatego nie zauważyłem specjalnie tej fazy. Fakt, że na początku wszyscy skupiali się na zadaniach, ale współpracowali ze sobą. Może ze mną trochę mniej…

No i raczej to mnie zdarzały się wpadki.

 

Tu Cię mam!! Przecież to żywcem opisany obecny stan mojego zespołu! Kamień z serca, że te wszystkie zawirowania to nie moja wina. A przynajmniej nie tylko moja…

Tylko co zrobić aby poradzić sobie z tymi emocjami i konfliktami?

 

Czyli powinienem ustalić jakieś normy.

Mam wrażenie, że część norm już istnieje. Zwykle ludzie pomagają sobie nawzajem. Kończą robotę w terminie, co jeszcze – nie obgadują się nawzajem. Chociaż nie, przecież ta akcja Miśki, że Kaśka tak gada przez telefon, to chyba jednak było obgadywanie. Muszę się pilnować, by nie weszło to w nawyk. Następnym razem wyrzucę Miśkę z takim tekstem. Z jednej strony miło wiedzieć co się dzieje, gdy mnie nie ma z innymi w pokoju, ale jednak takie donosicielstwo zawsze mnie brzydziło. I nie mam zamiaru sam tego akceptować.

Za to, w takim razie wiem, jaką normę chciałbym mieć – otwarta komunikacja w zespole. Na razie ponoszę na tym polu klęskę za klęską, ale przecież jest jakiś sposób by dobrze się porozumiewać z ludźmi…

 

O właśnie o to mi chodzi. O te pierwsze punkty – uspokojenie emocji i dobre dopasowanie w zespole. Z tym ostatnim poradzę sobie, nigdy nie byłem zwolennikiem uwielbiania szefa. Nawet sam z Leonem niejednokrotnie ścierałem się, mając inne zdanie a nikomu to nie zaszkodziło.

Tuckman mnie pocieszył. Pokazuje, że pewne mechanizmy po prostu są i już. Teraz tylko moja rola w tym, żeby ten okropny etap docierania, burzy i naporu, który przeżywamy obecnie, przeszedł jak najszybciej i bez ofiar.

Ruszyłem się do moich ludzi, poprosiłem by wszyscy przyszli na 5 minut do jednego pokoju.

Chciałem wam coś powiedzieć. Wiem, że nie jest łatwo. Jestem początkującym kierownikiem i jak widać popełniam błędy. Bardzo przepraszam. Ale nigdy nie zamierzałem zrobić nic przeciwko wam. Każde moje działanie było z pozytywną intencją okazuje się, że nie zawsze mi to wychodzi. W ramach budowania dobrej atmosfery chciałem wszystkich zaprosić dzisiaj albo jutro na piwo po pracy. Jesteśmy zespołem i potrzebujemy wzajemnego wsparcia. Ja waszego i na szczęście wy mojego też. Proszę przyjdźcie.

Ja dzisiaj nie mogę – wiadomo Miśka nigdy nie może! Pomyślałem sobie czując od razu bunt. Oni nie mają pojęcia ile mnie kosztuje wyjście przed zespół. Powiedzenie przepraszam i proszę! Od razu jaka reakcja – jak nie mogę!

Ale jutro będę mogła – Miśka kontynuowała.
Ja jutro też mogę.
Ja od razu po robocie muszę do dentysty, ale to w centrum i krótko więc zaraz do was przyjdę. Obolały, ale obiecuję nie jęczeć – Waldek miał nieszczęśliwą minę.

Umówiliśmy się więc na jutro na piątą. Zrobiło mi się cokolwiek lżej na sercu. Pracuję z życzliwymi ludźmi.

Ale najbardziej dumny jestem z siebie. Powiedzenie przepraszam zawsze było dla mnie najtrudniejszą sprawą.
A dzisiaj potrafiłem to zrobić. Sam w to nie wierzę. Potrafiłem przeprosić, a oni nie uznali tego jako słabość, a okazali przyjazne nastawienie. Życie jest super.

Niepoprawny adres email.
Imię i nazwisko jest obowiązkowe.
Treść wiadomości jest obowiązkowa.
Wiadomość nie została wysłana. Spróbuj ponownie.
Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy!
Twoja email został dodany do naszej bazy. Dziękujemy!
Przepraszamy, nie udało się dodać twojego adresu email do naszej bazy